Saturday

internet jest lepszy

zakupy w pierdolonym bull ringu zmeczyly mnie bardziej niz caly dzien w parcelu. oczywiscie na internaszynalu, choc do poziomu naszynala niewiele brakowalo. ale jest on, spodzien granatowy, prosty i ladny. z zary. do tego mam tez trampki cudem upolowane (moj rozmiar byl tylko na wystawie, pozniej okazalo sie, ze nie mozna znalezc drugiego buta od pary i takie tam wianki i cuda), krotkie spodenki (nie mierzylem, wiec moze byc beka po zalozeniu), ktore sa krotkie, a nie takie standardowe do kolana i pare innych fantow (bo wiadomo, ze w hmie na wyprzedazy to ja zawsze cos znajde).
ogolnie jestem wyjebany jak kun po wielkiej pardubickiej i chilluje sie z martini.

przed weselem musze jeszcze fryzjera obskoczyc i wykonac pare innych rzeczy, na ktore moge nie miec czasu.

co prawda chorwacja lekko w dupe, ale mam nadzieje sie ogarnac. mam nadzieje.

No comments:

Post a Comment