Saturday
17:07, 15/06/2012
Jade wlasnie dylizansem kolei NEB z Berlina Lichtenberg do Kostrzyna, co by tam change'a dokonac i udac sie dalej nach Gorzow, ktory jest finalna destynacja podczas animacji przewidzianej na ten weekend. Nie bede ukrywac, ze podroz ta od poczatku, znaczy do BHX dosc stresujaca i permanentnym opoznieniem. Bo najpierw z rzeczonego BHX wylecialem jakie 20 minut po czasie, gdyz obsluga jakos nie mogla sie ogarnac z rozpoczeciem boardingu. We FRA opoznienie spadlo do minut 5, ale i tak zapierdalalem jak pojebany, zeby zdazyc na flight do TXL, ktory rowniez okazal sie opozniony (niestety, nie wiedzialem o tym lecac na leb na szyje) w sumie 30 minut. W Berle bylem jakie 15 minut w plecy, jednakowoz mialem nadzieje, ze pozniej bedzie lepiej. Chuja bylo lepiej. Najpierw trzeba bylo zlokalizowac prztstanek busa TXL, co by mnie cos na Hautbahnhof zawiozlo, ewentualnie na Alexanderplatz. I przyznam, ze poleglem. Zadnej sensownej informacji, zadnych znaczkow, Nic. Uratowala mnie sympatyczna pani z AirBerlin wskazujac mnie droge. Pozniej bylo jeszcze fajniej, bo jebany automat biletowy nie chcial nawiazac koooperacji z zadna z moich trzech kart (dodam, ze brytyjska odblokowalem, wiec hulac powinna, zas polskie nigdy takich problemow nie robily, wiec zakladam, ze zjebane automaty maja), nalezalo mnie wiec znalezc bankomat, bo z gotowki, to ja jedynie funty posiadalem, gdyz zabrac zapomnialem euro i zlotowki. W tym momencie pogodzilem sie juz z tym, ze na pociag, ktorym jechac mialem nie zdaze i bedzie dosc spora obsuwa w planie eventu. Nie moglem sie udac direct na Lichtenberg, bo po drodze musialem wpasc do ZARY przy Alexanderplatz (wiem, brzmi jakbym byl pojebanym zakupoholikiem, ale sprawa byla powazna, bo musialem nabyc ciemne spodnie, co to w UK zbyt wiele ich nie ma). Do rzeczonego sklepu wpadlem spocony jak swinia (bo prawie bieglem) i nieomalze staranowalbym ekspedientke, na szczescie udalo mi sie jakos wymanewrowac moja czerwona bestie (walizunie znaczy) i uniknalem zderzenia. Spodzien nabylem (w ogole kosztowal 26 euro, kiedy w UK kosztuje 26 funtow, wiec poniekad roznica jest) i wio z powrotem na AP, co by zlapac jaki S-bahn na Licht. Dojechawszy na ww dworzec okazalo sie, ze treni do Kostrzyna 15 minut w plecy, wiec caly pospiech byl absolutnie niepotrzebny i tylko sie bezsensownie zmeczylem. Tak, mozna sie wkurwic.
W ogole na Lichtenberg zetknalem sie z tym, czego jak ognia unikam, czyli polactwem. Klasycznym kurwowaniem, paleniem gdzie popadnie i ogolnie wsia straszna. W tym momencie zalowac zaczalem, ze za bagaz podreczny robi mi torbami z napisem "Sprawunki dla domu".
Poza tym wystapily tez elementy standardowe - ladni ludzie na kontynencie, wzrastajacy zen i tego typu atrakcje.
Do kompletu pan, ktory jedzie w kabinie maszynisty (choc maszynista nie jest) ma bardzo ladne nogi i niezly tylek. Ogolnie jest tak przyjemnie zbudowany. Z twarzy troche gorzej, ale i tak jest na czym oko zawiesic. Chociaz jak sie pan usmiechnie, to zaczyna wygladac zdecydowanie interesujaco. Taaak... na kontynecie jest przynajmniej na czym oko zawiesic, a nie to co w tej zaparchacialej Anglii.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment