Saturday

bo to kurwy i zlodzieje sa

musze sobie znalezc inne zrodlo finansowania ekscesow. bo mnie nie raczy dalece poranne wstawanie. nie ma chuja we wsi. w nocy pracowac moge, popoludniami, ale nie kurwa rano. nie, i wuj.

zakonczylem tez (mam szczera nadzieje) walke na froncie biletow lotnicznych toczona z expedia. w sumie lepiej byloby napisac, ze ze skurwialymi gamoniami i klamcami, ale to dluzsza nazwa expedii po prostu. w piatek tydzien temu zakup biletow poczynilem - BHX - TXL, via HAM i CGN. i tak jakos kolo srody buszuje po swoim Miles and More i patrze w te rezerwacje sobie z nudy, a tam maly update. ze juz nie lece do TXL ale do MUC (skad kurwa MUC?). i ze na TXL tez sie objawie, ale na innym bilecie. czyli, ze w MUC wzmiankowanym trzeba by bagaz odebrac i ponownie zaczekowac, co przy czasie na change wynoszacym 1 godzine i minut 10 jest w chuj awykonalne. wiec napisalem maila do customer service expedii, ze wtf i zadam zmiany rezerwacji. a oni (z indii na dodatek) do mnie, ze Lufthansa mi rezerwacje zmienila, ale mam byc spokojny, bo oni to zalatwia, przebookuja i bedzie bosko. z ciekawosci postanowilem zadzwonic do Cioci Lufy i zapytac, czy cos grzebali w moim bilecie, a jezeli tak, to po co. mily pan z LH powiedzial mi, ze po pierwsze to oni nie grzebia z zalozenia, chyba, ze sie rozklad zmieni, a wtym konkretnym przypadku zmiany dokonala parchata expedia. wiec mnie wkurw chwycil, bo oklamywany byc nie nlubie, a jesli juz ktos zamierza to robic, to przynajmniej niech odbywa sie to tak, zebym faktow nie pokleil. wiec ja znowu mail do indii, ze jestescie klamcy i domagam sie telefonu i przebookowania. telefon ustawilem na 5 PM i nie powinno byc dziwnym, ze nikt nie zadzwonil. wiec znowu mail i tym razem callback request na 9 PM (bo zem sie na kolacje udawal, ale o tym zaraz). i zadzwonil pan ciapaty o 8:20 PM. co to byla za rozmowa... a raczej dwa monologi, bo ni chuja sie nie rozumielismy.  znaczy rozumialem tylko tyle, ze mi usilnie proponuje TXL via FRA (czyli jeden change, a ja chcialem dwa), na co ja usilnie odmawialem. kiedym juz sie wkurwil i powiedzial, ze mnie lekko piss off takie pierdolondo pan hindus w cudownych okolicznosciach znalazl mozliwy lot via MUC i CGN. wiec od razu powiedzialem, ze tak chce, poprosze i nie ma dyskusji. oczywiscie pan nie mogl obiecac, ze to sie uda zrobic, bo to musi jego supervisor zaakceptowac i takie tam, ale w dupie to mialem i w razie czego bylem gotowy zadzwonic tam w piatek i im zrobic jubel, uprzednio co oczywista nasmarowac im na FB, ze sa chuje, klamcy i jelopy. udalo im sie jednak tego unikac, gdyz o 14 (a dodam, ze potwierdzenia mialo byc rano - tylko w sumie nie wiem, czyje rano, bo indie to troche inna time zone) dostalem maila (na dodatek zgodnego z tym, co wyswietlilo sie na M&M i checkmy trip), ze a i owszem jest TXL i na dodatek w znacznie wyzszej taryfie. wiec sukces. jednakowoz gdyby ktos pytal, to stanowczo nie polecam expedii. bardzo stanowczo.

a co do kolacji to byla. zwolala ja pani em wu, bo jej kolezanka na mauri-kurwa-tius wraca myslec nad losem, a poza tym, to tez wypadaloby sie spotkac i popierdolic o marynie i jej dupie. wiec na kolacji rzeczonej kolezanke rzeczona z mauri-kurwa-tiusa poderwalem. tak o jak zwykle, czyli robiac nic. trzeba mi przyznac, ze mam talent. nie wiem tylko co teraz z tym fantem zrobic, bo mnie dziewoja raczej nieuzyteczna jest. ot, kleska urodzaju czy cos.


No comments:

Post a Comment