Wiec siedze pod krawatem, we koszuli i generalnie w opcji business outfit. I dzwonie, mailuje i piane z pyska tocze. Bo tak psze panstwa prezentuje sie moje obecne zajecie - Pan Lukasz siedzi se w agencji rekrutacyjnej i ma misje, z gatunku tych jakby samobojczych i na marsa, polegajaca na weryfikacji informacji zawartych w formularzach rejestracyjnych. A jest to tym bardziej chujowe, ze generalnie wszyscy maja lache wylozona i "yes, of course, we will email/fax/srax/chujax it to you", po czym ja chuja mam, a nie potwierdzenie referencji i musze znowu dzwonic i sie produkowac jak ta pizda. Z drugiej strony o tyle fajnie, ze wiadomo, ze to chujowa robota i w sumie jak mi nie wyjdzie, to mnie nikt nie zajebie (byleby widac bylo, ze cos w danym przypadku robilem) i zle nie placa. wiec dzialam.
i to w sumie tyle. czyli nic.
No comments:
Post a Comment