weekend mozna uznac za zrodlo strat.wcale kurwa nie malych. bo wczoraj moj zajebisty telefon postanowil sie zeslizgnac z kompa, ktory to byl in motion i spasc na grunt. twardy. skutiem tego jest pekniecie ekranu. dodam, ze juz drugie w karierze tegoz htc. koszt wymiany ekranu to jakie 30 funia wzwyz.
ponadto moje zajebiste sluchawki sie jakby spsuly, bo sie kabelek zerwal (tam, gdzie kurwa zawsze) przy wtyczce do wtykania tej wlasnie onej. watpie, zeby klejenie duzo dalo. kolejne 30 funia w dupe.
do kompletu zrobilem pranie. tym razem w praniu pojawil sie marker, ktory zajebal tylko bojowki, skarpete i koszulke. bo reszte zajebal jakis tajemniczy glut. skutkiem czego pranie do powtorki. a jak znam zycie po jego wyciagnieciu okaze sie, ze glut nie zszedl, rozpada sie i kurwa tyle z tego bedzie.straty w sumie nieznaczne, ale zawsze.
jest przechuj.
No comments:
Post a Comment