moja piosenka dnia. optymistyczna taka.
musze po raz kolejny pochwalic zakupy via net. bo i torba, co mi sluzyc bedzie za bagaz podreczny, jak tez i nowe papcie, okazaly sie ladne, pasujace i lepsze, niz zdjecia przedstawiaja na stronach. tylko kurierzy tacy jakos na poziomie srednioogarnietego pastucha, ale nie mozna miec wszystkiego, wiec nie stekam nadmiernie.
poza tym to troche nuda. bo praca, bo opierdalanie sie, to znowu praca, to nic, i tak jakos leci. byleby jeszcze ten miesiac jakos zlecial, bo juz naprawde musze usadzic dupsko w jakiem samolocie i udac sie do europy. a tu jeszcze 31 dni do wylotu.
ponadto coventry okazalo sie wsia. nie zebym teraz sobie to uswiadomil, ale na sobotnich balach udalo sie mi (reszcie ekipy rowniez) spotkac co najmniej 15 sztuk paxow zapoznanych w okolicznosciach roznych. 3/4 z nich jednakowoz to przypadki, ktorych spotkac by sie nie chcialo. i pizda.
i w sumie tyle. czyli nic. wegetuje.
No comments:
Post a Comment